Untitled.
Rozdział 1: Parking.
Po około 20 minutach Maks i Bartek dojechali na miejsce. Ku zdziwieniu Bartka, w miejscu gdzie jeszcze niedawno stał jego Bugatti Veyron, teraz zaparkowany był Fiat Cinquacento. Zmieszany Knox, bo tak na niego mówili znajomi, zdołał tylko wydusić:
- Stary, gdzie jest moja bryka?
Maks, jednocześnie współczując koledze i powstrzymując się od eksplozji śmiechu, odparł:
- Może policja go zabrała?
- Tak? I zostawiła tą… tą puszkę na kołach?
- Nie wiem, ale może ta kartka przybliży nas do odpowiedzi na to pytanie – powiedział Maks wskazując na karteczkę za wycieraczką, którą właśnie zauważył.
Bartek wziął kawałek papieru do ręki i odczytał tyleż zaskakujący, co niepokojący napis ‘Chcesz odzyskać auto? Przyjedź na miejski parking o 20. Sam.’
- I co teraz? – zapytał ze szczerym przerażeniem Knox.
- Masz przej****e. – odparł Maks, po czym dodał:
- Jak chcesz, to zbierzemy ekipę i spróbujemy odzyskać Twój samochód. A na razie… podwieźć Cię, czy wolisz jechać puszką?
- Nie wkur**iaj mnie. – powiedział Bartek wsiadając do Skyline’a.
- O jakiej ekipie mówiłeś? – zapytał po kilku minutach podróży.
- Starzy znajomi, z czasów nocnych imprez w klubie ‘karton’. Powiedzmy, że nie powodzi im się najlepiej, więc za trochę grosza zrobią absolutnie wszystko.
- Jakieś szczegóły?
- Jednego zwą Madafaka. Niespełniony grafik. Był dobry, ale w tym fachu to za mało. Chciałby godnie żyć, ale nadal jeździ Audi a4, które kupił 15 lat temu. Drugi, to Kamil. Koleś z dobrej rodziny, miał takie podwórko, że uczyłem się na nim driftu. Szukał chłopak wrażeń, przegrał wszystko w kasynie i teraz próbuje się odbić od dna. Innymi słowy, nie ma już czego przegrywać, więc potrzebuje gotówki. Trzeci to Mateusz. Przyjechał z Rosji, straszny alkoholik. Cierpiał przez kobiety, smutki topił w wódce i zamiast ustatkować się w Polsce, nocuje po dworcach. Kolejny to…
- Dużo ich jeszcze?
- Kilku…
- To mi wystarczy. Zbieraj ich. – powiedział Bartek, po czym wysiadł z samochodu i poszedł w kierunku swojej 3 piętrowej willi.
Była już 19, kiedy Knox podjechał pod skromny, 200 metrowy apartament Maksa swoim Mercedesem SLR. Po kilku nieudanych próbach dodzwonienia się do kolegi, postanowił wejść do środka. Było pusto, więc poszedł na balkon. Tam, ku swojemu zdziwieniu, zobaczył go pływającego w basenie z dwiema kobietami.
- Co Ty kur**a odpierdalasz? – krzyczał Bartek – Za godzinę mamy być na parkingu!
- Nie powiedziałem, że pojadę tam z Tobą. – odparł Maks – Zadzwoniłem po chłopaków, będą czekać przy głównej ulicy.
Knox machnął tylko ręką i wrócił do auta. Odpalił silnik, ustawił w radiu stację nadającą rap, wrzucił pierwszy bieg i ruszył. Przebijał się przez uśpione ulice miasta myśląc jak ma odbić swój samochód, skoro nawet nie widział na oczy ludzi, którzy mają mu pomóc, nie wspominając już o działaniu bez jakiegokolwiek planu. Po 40 minutach dotarł do głównej ulicy, gdzie w czarnej Wołdze czekali wynajęci ludzie.
- Witaj! – wykrzyczał łamaną polszczyzną jeden z nich.
- Domyślam się, że jesteś Mateusz…
- Kak Ty zgadł?!
- Miałem szczęście… - odparł Bartek i już chciał kontynuować, kiedy wtrącił się drugi z typów.
- Pewnie zastanawiasz się jak to zrobimy, co? To proste. Idziesz na parking. Jeżeli oddadzą Ci auto, to wjeżdżamy i robimy im rozpier**** za to, że je ukradli. Jeżeli nie oddadzą auta i będą chcieli kasy, to wjeżdżamy i robimy rozpier**** za to, że są zachłanni. Jeżeli nie oddadzą auta i Ci najebią, to wjeżdżamy i robimy rozpier**** za to, że ruszyli naszego człowieka. Jeżeli wjedziemy i dostaniemy wpier****, płacisz podwójnie. Czaisz?
- Ehe… - odpowiedział zaskoczony Knox.
- Ok., już czas. Idź na parking.
Bartek wjechał swoim mercedesem na parking. Zapadał już zmierzch. Na horyzoncie nie było żywej duszy i gdy nasz bohater sądził, że został wystawiony, pojawił się czarny Escalade. Podjechał do Knoxa i pasażer tylnej kanapy uchylił przyciemnioną szybę.
- Zaparkowałeś swoje auto na mojej autostradzie, a to kosztuje. – zabrzmiał stosunkowo gruby głos.
- Kim jesteś? Jeżeli nie chcesz kłopotów, to natychmiast oddawaj mój samochód!
- Kłopotów? Hahaha. – wybuchnął śmiechem tajemniczy osobnik – Ja jestem całymi kłopotami tego pieprzonego miasta.
W tym momencie Bartek rzucił porozumiewawcze spojrzenie w kierunku wynajętych bandziorów, którzy jednak nie kwapili się do wjazdu i zrobienia rozpier****u.
- Miałeś być sam. – powiedział głos, który zdawał się odczytać gest Knoxa – No cóż, widzę, że masz jaja. Lubię takich ludzi, dlatego masz u mnie dzisiaj promocje. Parkowanie gratis. – dodał i rzucił pozłacane kluczyki z logiem Bugatti, kończąc słowami – Do zobaczenia! – i zamykając szybę.
Zdezorientowany Bartek trzymając w ręku klucze obserwował odjeżdżające auto. Jego uwagę przykuła rejestracja ‘W1 PCH’. Intuicja podpowiadała mu, że to musi być ktoś ważny, a w głowie wciąż miał ostatnie słowa nieznajomego. Zastanawiało go też zachowanie ludzi przysłanych przez Maksa, tak pewnych siebie podczas rozmowy, a tak tchórzliwych w obliczu czarnego Escalade. Musiał się dowiedzieć kto to i liczył, że Maks mu w tym pomoże. Jadąc w kierunku jego apartamentu, uwagę Bartka przykuł ogromny wieżowiec, na szczycie którego widniał napis PCH. Już wiedział gdzie ma zacząć szukać odpowiedzi...