Moda na PCH
Odcinek pierwszy, (czyli tak zwany pilot).
Wzdłuż Alei Jerozolimskich przetaczał się powoli czerwony Datsun 240Z. Ze środka wydobywał się lekko przytłumiony bas, szyba kierowcy była w Polowie uchylona, od czasu do czasu pojawiała się w nim ręka z papierosem. Kierowcą był około trzydziestoletni mężczyzna, prowadził lewą ręką, w prawej trzymał rzeczonego papierosa. Nie śpieszył się, inni mieszkańcy stolicy wyprzedzali go, prawdopodobnie śpiesząc się do pracy. Bohater nasz był na to wszystko obojętny. Słońce przebijało się pomiędzy nowymi wieżowcami, wieżowcami, które zmieniły obraz stolicy na zawsze. Warszawa stała się prawdziwa metropolia, taką, jakie widzi się w amerykańskich filmach.
Na ulicy królowały billboardy z reklamami „Gwiazdy Graja w koszykówkę pod woda” oraz „Jak oni uprawiają seks”, od czasu do czasu kolorowy fest przerywany zostawał czarnobiałymi plakatami z twarzą obecnego ministra edukacji i etyki, Jakuba Adamka. Na plakatach owych pan Adamek nawoływał do odrzucenia zła, jakim są narkotyki. Tymczasem jego konkurent polityczny, lider Partii Zielonych Marcin Nowaczyk, nawoływał do bojkotu ciemnogrodu, jaki według niego szerzył minister edukacji. Kierowca Datsuna przyglądał się owym plakatom z lekkim uśmiechem, jako ze znal on obu polityków. Po chwili ujrzał on cel swojej podróży, biurowiec, w którym mieściła się siedziba firmy prawniczej „Nowak, Paduch, Przybysz”. Datsun wjechał na parking przy biurowcu, po czym zatrzymał się na miejscu parkingowym. Mężczyzna wysiadł, przyjrzał się temu jak zaparkował, uśmiechnął się i spokojnym krokiem udał się do lobby.
-Dzień dobry, czym mogę służyć? – Miła pani w lobby powiedziała do bohatera, wstając przy tym i uśmiechając się jakby reklamowała pastę Colgate.
-Um, witam, czy zastałem pana Paducha? –Zapytał bohater nerwowo spoglądając na telefon, na którym sprawdzał godzinę, mimo tego ze na jego prawej ręce znajdował się zegarek.
-Proszę chwileczkę poczekać – odpowiedziała pani, nadal uśmiechając się bardzo wyraźnie. „Oj, zaraz dostaniesz skurczu” pomyślał bohater, mimowolnie odwzajemniając uśmiech.
-Słucham? – Odezwał się glos w słuchawce, był to glos, który na plecach każdego przestępcy zjeżyłby włos.
-Panie Paduch, Pan… - sekretarka spojrzała na mężczyznę, który natychmiast zareagował.
-Powie pani ze Maks przyszedł.
Sekretarka już miała przekazać informacji, kiedy glos z słuchawki oznajmił.
-Już schodzę.
W tym samym momencie na parking przy biurowcu wpadł czarny Mercedes SLR, kierowca tracąc kontrole wpadł pomiędzy inne samochody, delikatnie zarysowując czerwonego Datsuna. Maks nie drgnął. Z Mercedesa wyszedł średniego wzrostu mężczyzna, noszący ciemne okulary „leonki” oraz sportowa fryzurę „na jeża”. Na jego niezbyt pokaźnych barkach wisiała droga marynarka, pod nią niechlujnie włożoną w spodnie koszula. Mężczyzna owy szybkim krokiem wszedł do lobby, jedną ręką pisząc SMSa, drugą rozpakowywując paczkę gum do żucia. Podszedł on do biurka, delikatnie zachaczając przy tym barkiem o bark Maksa.
-Dzień dobry, czym mo… - zaczęła sekretarka, ale mężczyzna jej przerwał.
-Patryk jest?
-Pan Nowak jest obecnie w delegacji na Tajlandii.
-O, szkoda, słuchaj może…
-Nie. – Odpowiedziała stanowczo sekretarka, a jej twarz dawała już pewne oznaki zmęczenia ciągłym uśmiechaniem się. Mężczyzna odwrócił się na pięcie, i szybkim krokiem udał się do wyjścia, na odchodne mówiąc pod nosem cos, co rymowało się z drugim członem słowa Betesda”. Maks spojrzał na sekretarkę i już miał zapytać, o co poszło, kiedy drzwi windy otworzyły się i wyszedł z nich Damian.
-Cześć Maks, chodź, zapraszam, co Cię sprowadza?
-Wiesz, sprawa jest trochę skomplikowana.. – Powiedział Maks wsiadając do windy, spoglądając jeszcze na mężczyznę z Mercedesa, który nieudolnie wycofując z parkingu zarysował jego Datsuna po raz kolejny.
Winda w kilkadziesiąt sekund osiągnęła najwyższe piętra budynku, drzwi otworzyły się, a oczom obu panów ukazał się widok na panoramę miasta.
-Nieźle. – Wyszeptał Maks.
-Robi wrażenie, nie? – Odpowiedział Damian, jednocześnie wskazując bohaterowi miejsce, na którym mógłby spocząć.
-A wiec, co to za sprawa – dopytywał Damian.
-Widzisz, buduje dom, to znaczy, chciałbym zacząć budować, ale mam problem z architektem.
Maks zaczął opowiadać, jednocześnie przyglądać się przepychowi, w którym przyszło pracować jego koledze.
-A wiec ten architekt, Radek jakiś tam, świetny z niego architekt, ale ma jeden problem. Otóż – w tym momencie Maks nabrał dość dużo powietrza do płuc, jakby miał zaraz zacząć krzyczeć, ale zamiast tego nieznacznie podniósł glos – ON NIGDY NIE KONCZY SWOICH PROJEKTOW!
Damian lekko podniósł lewą brew, sięgnął do barku, wyciągnął butelkę szkockiej, nalał sobie trochę do szklanki, po czym wykonał gest butelka, pytając czy ma nalać Maksowi. Ten odmówił.
-Prowadzę.
-Ehe. – Odparł Damian, po czym zaczął śmiać się z maniera przypominającą odgłosy godowe ropuch. – Dalej jeździsz Golfem? – Po czym zaczął kontynuować nawoływanie ropuch z pobliskich mokradeł. Maks spojrzał się na niego z mina mówiącą „Co za idiota”, na co Damian odpowiedział mina mówiącą „Co za idiotyczna mina”.
-To jak, pomożesz mi? – zapytał Maks.
-Musze poznać dokładnie realia sprawy. Co ten architekt miał Ci zaprojektować? – Dopytywał Damian.
-Wiesz no, chciałem rozbudować garaż, bo w moim starym mieści się tylko tuzin samochodów – odpowiedział dość smętnie Maks.
-Tylko dwanaście, ty, to ty biedny jesteś – odpowiedział Damian, w jego glosie dało się wyczuć nutkę goryczy szybko się jednak pozbierał i dodał.
- Same Golfy?
Maks westchnął głośno, wstał, wziął szklankę whisky z dłoni Damiana i wypił jej zawartość. Zapowiadał się ciężki dzień, a była dopiero godzina dziewiąta.