Grota Moderatorów była dokładnie tym, na co wskazywała nazwa tego pomieszczenia: grotą. Kompletnie nie przypominała żadnego pomieszczenia biurowego z rowniotko ustawionymi stolami, boksami i komputerami. Przypominala raczej pokoj rozkapryszonego nastolatka - wszedzie lezaly pudelka po pizzy, brudne kubki, zgniecione puszki po piwie, butelki po rozmaitych alkoholach i nie-alkoholach. 'Pomieszczenie biurowe' bylo ostatnie skojarzenie, jakie przychodzilo do glowy zwyklemu zwiedzajacemu po zobczeniu tego pomieszczenia. Nawet Kaucz'u dal sobie juz dawno spokoj z czyszczeniem tego pomieszczenia, mowiac ze to ponad jego sily. Od tamtego czasu podobno tworzy Mustanga z roku 1969, chociaz byl ostatnio widziany w Szczecinie, gdy uganial sie z aparatem za bialymi limuzynami slubnymi.
Jedna ze scian wypelnial calkowicie olbrzymi plakat przedstawiajacy mangowa postac z ogonem i wielkimi uszami trzymajaca olbrzymi, zakrwawiony miecz. Na ziemi, wokol postaci przedstawiony byl krwawy slad. Postac byla podpisana jako Moderator, krwawy slad jako NOOB albo DURNY TEMAT a miecz podpisany byl jakze wymownym MOD PAŁERS. wlasnie to bylo esencja i podstawowym kierunkiem bytowania tych ludzi. Ludzi, ktorzy sami w sobie byli nietuzinkowi.
Enjoi.
Boobel.
Sputn1k.
Siadly.
Fuzzy.
Zwyklego smiertelnika moglby przestraszyc juz same pseudonimy tych ludzi. Ale licza sie czyny.
Przy jednym z komputerow siedzial Siadly. ubrany w niebieski plaszcz przeciwdeszczowy i japonki, nie mial czasu ich zdjac - mial przed soba bardzo wazny wyscig w LFS z pewnym Niemcem, ktory wyzwal go na pojedynek. Nic nie moze przerwac mu wyscigu, zaden, najmniejszy nawet szmer. Ostroznie bral zakrety, biorac pod uwage tysiace czynnikow - kazdy nieuwazny ruch moze spowodowac wypadniecie z trasy na ostatnim okrazeniu. Jechali leb w leb - juz brali ostatni zakret. Siadly wiedzial, ze jezeli wezmie goscia po wewnetrznej, wygra na pewno. Jeszcze tylko troche, teraz ostroznie klawiszy... naciskal je ostroznie, leciutko spoconymi opuszkami palcow...
*JEEEEBSSS!!111* - Boobel trzasnal automatycznymi drzwiami przesuwanymi tak mocno, ze zatrzesly sie szyby taflowe w oknach budynku.
-Głupi dugi! Zamoczyl mi komiks w kiblu! A... moze to nie woda!? - spojrzal na zamokly papier z przerazeniem.
-AAaaaeaeaaaea! - krzyknal niespodziewanie Siadly, calkowicie wytracony z rownowagi, co spowodowalo obrot o 180 stopni na trasie i pewna przegrana. - Boobel, ty oczojebie, cos narobil?! PRZEZ CIEBIE PRZEGRALEM!!111
-Och, przepraszam. Naprawde nie chcialem. Moge zagrac ten wyscig za ciebie, jezeli chcesz.
-Nie, dzieki. - wyraz twarzy Siadlego przedstawial juz huragan Andrew i Katrina razem wziete. - Zagram moze innym razem... Kiedys.
Boobel nie zwazajac na slowa siadlego usiadl juz na swoim na wpol rozwalonym krzesle, pochlaniajac sie calkowicie w lekturze komiksu. Co oni jej zrobia?! Nie mogl sie doczekac.
Po chwili do pokoju wszedl powolnym krokiem Enjoi. Jak zwykle ubrany dosc ekstrawagancko, jednak dzisiejszego dnia bladl on przy ubiorze Siadlego - flanelowa kraciasta koszula Enjoi'a i jego szerokie spodnie po ojcu nie mogly rownac sie z niebieskim plaszczem przeciwdeszczowym, bokserkom w kwiatki i japonkom Siadlego.
-Czesc, chlopaki. Siadly, co jest?
-Przegralem najwazniejszy wyscig przez tego mangofila. - burknal Siadly pokazujac ruchem glowy na Boobla pograzonego w lekturze i przechylajacego sie niebezpiecznie w tyl na swoim uszkodzonym fotelu obrotowym.
-Hm. Niech sobie czyta. Pewnie jakis nowy komiks. - rzekl Enjoi, po czym usiadl w fotelu z tapicerka typu Zebra, wygladajacym jakby zywcem przeniesionym z magazynu meblowego z lat 60-tych. Jak to mowia amerykanie, 'lounge chair'.
Parę minut pozniej...
-Cholera! Co za szmira! - wrzasnal niespodziewanie Boobel tak, ze zbudzil nawet spiacego pod sterta puszek Sprite'a Fuzzy'ego, ktorego afro zdazylo sie z jednej strony juz calkowicie splaszczyc. -Ci kosmici porwali ja tylko po to, by wziela udzial w ankiecie dotyczacej frakcji politycznych na ich planecie! Zadnego ruchania! Co za szajs! - po czym nerwowym ruchem wrzucil komiks do niszczarki.
-Hm, to juz 4 komiks w tym tygodniu... - mruknal Enjoi, po czym wrocil do pisania jakiegos bzdurnego opowiadania...
Bylo wczesne popoludnie, dzien wolny... Wszystko mialo zaczac sie rozkrecac troche pozniej...